iCloud zagładą dla piratów
Tym razem Chip pojechał po całej linii. Pan Krzysztof Lech najwyraźniej chciał być fajny i wystosował bardzo ciekawy artykuł na temat piractwa połączonego z usługą iTunes Match. Polecam lekturę, Gizmodo i SwiatiPhone (kurde nie hejtowałem jeszcze Applemianii?!) się chowają, serio. Dopiero po przeczytaniu tekstu naszła mnie fala niesamowitego śmiechu. Najlepsze jest to, że ludzie wierzą w wymysły tego człowieka. W końcu jak duży portal to i autorzy powinni być mądrzy i kompetentni.
[..]serwis iTunes Match sprawdzi nasz komputer w poszukiwaniu „innych” utworów. Jak tego dokona? Otóż przeskanuje nasz dysk twardy, a zebrane w ten sposób informacje (czy tylko dotyczące plików muzycznych?) przechowa na swoich serwerach. Dzięki temu Apple będzie wiedziało, kto posiada (prawdopodobnie) pirackie pliki oraz kto się nimi dzieli. A przecież tego typu informacje z pewnością będą w kręgu zainteresowań organizacji RIAA i innych instytucji stojących na straży praw autorskich należących do branży muzycznej.
Od dość dawna Apple nie oznacza sprzedanych utworów, to najnormalniejsze pliki MP3. Skąd zatem będzie wiedziało czy danej piosenki nie kupiłem gdzieś na WWW? Widzę tutaj jednak pewną sprzeczność – system ma pobrać od nowa utwory, które mamy na dysku, nie te, które kupiliśmy w iTunes (bo te będą miały już odpowiednią jakość). Idąc tym tokiem rozumowania każdy utwór będzie „nielegalny”. Z pewnością Apple poleci do RIAA aby się zbłaźnić swoimi nowoczesnymi analizami, „że ten człowiek może mieć nielegalną piosenkę”…
Ponadto dzięki samej usłudze iCloud, Apple może dowiedzieć się np. który plik umieszczony w „chmurze” został pozyskany nielegalnie. Wyobraźmy bowiem sobie następującą sytuację: użytkownik iTunes kupuje legalnie naznaczony „znakiem wodnym” plik muzyczny. Następnie dzieli się nim ze znajomym, który umieszcza go w „chmurze” iCloud. Apple będzie więc w stanie stwierdzić, który użytkownik posiada kopię piracką i który nielegalnie ją udostępnił.
Apple nie oznacza „znakiem wodnym” sprzedanych przez siebie plików muzycznych (Patrz wyżej). iCloud tak nie działa - przechowuje jedynie informacje o zakupionych (lub „posiadanych” – w przypadku iTunes Match) utworach. Muzyka wgrana „normalnie” nie jest archiwizowana.
Oczywiście większość osób związanych emocjonalnie z Apple z pewnością jest zdania, że ich ukochana firma nie mogłaby zrobić nic złego swoim klientom. Czy jednak faktycznie jest to niemożliwe? Apple jest przecież obecnie największym na świecie sprzedawcą muzyki, więc raczej nie będzie broniło za wszelką cenę piratów.
Prowadzę takiego bloga więc pewnie jestem związany z Apple. Czy czuję się zagrożony? Czym skoro udowodniłem właśnie (a może to autor udowodnił swój brak wiedzy?), że te wnioski to bujda?
Trzeba też zaznaczyć, że firma z Cupertino nie jest święta i dbając o swoje interesy może poświęcić swoich użytkowników. Gdyby tak nie było, po co np. pracowała nad systemem, który pozwalałby na blokowanie aparatów iPhone’a, aby ich właściciele nie mogli wykonywać zdjęć ani nagrywać filmów podczas koncertów?
O, nie ma to jak potwierdzić swoją tezę „faktami”. Takich patentów Apple wymyśla zapewne kilka dziennie. Czy to oznacza, że kiedyś zostanie on wykorzystany? Poza tym zapobieganie a donosicielstwo to zupełnie dwie inne rzeczy.
Jak można przeczytać – Pan Krzysztof Lech albo nie wie o czym pisze (wrzucając Apple do utartego worka „złej firmy”) albo po prostu uważa, że wynalazł nową aferę… Która okazała się nieco nietrafna…
Apple oznacza swoje pliki muzyczne odpowiednim tagiem ID3v2, więc na dobrą sprawę można sprawdzić, czy dany plik pochodzi z iTunes.
@Komet
w takim razie jak są traktowane utwory zripowane przeze mnie z oryginalnych, posiadanych płyt audio? Czy przez brak tego magicznego tagu automatycznie staję się podejrzanym? Ja wiem, że w naszym kraju standardem jest udowadnianie swojej niewinności (vode urzędy skarbowe), ale bez przesady. Pan Lech, albo może Krzysztof ubił trochę piany w imię sensacji, która się świetnie sprzeda, ot co.
PS. Równie dobrze Apple mogłoby sprawdzić ile i jakie pirackie aplikacje ludziska mają powgrywane na swoje iUrządzenia i donieść odpowiednim organom z prośbą o interwencje, ale jak widać z jakiegoś powodu tego nie robi, nieprawdaż?
@mantis30, zostaną wrzucone do jednego worka wraz z tymi pobranymi z Internetu. Branża plików MP3 już dawno nie jest pod kontrolą i śmiało można powiedzieć, że panuje „samowolka”. Najlepszym rozwiązaniem będzie poczekanie na uruchomienie całej usługi iCloud i wtedy wiele się wyjaśni. Dyskusja podparta kłótnią do niczego dobrego nie poprowadzi…
Ale ja się nie kłócę
Też uważam, że póki co to jedno wielkie gdybanie i nie ma co – biorąc pod uwagę dotychczasową aktywność Apple w temacie piractwa – zakładać najgorszego (co czyni autor artykułu w Chip’ie). Skoro iTunes oferuje ripowanie płyt to oznacza, że jednak Apple ma jakieś zaufanie to użytkowników i ich nie wrzuca do jednego wora z tymi którzy z muzykę zaopatrują się nielegalnie. Albo po prostu mają to gdzieś i wiedzą, że zakazami i narzucaniem chorych zasad można więcej stracić niż zyskać. Dlatego cały ich sklep z muzyka odniósł sukces. Bo ludzie wolą zapłacić rozsądną kwotę i w prosty i wygodny sposób ją nabyć niż bawić się w partyzantkę oszczędzając niewiele.